Pewnego słonecznego dnia (był sobie małe jajko xd) w jednym z pięknych Lublińskich Kościołów odbywała się msza z udziałem chóru II Stopnia Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej im. Karola Lipińskiego, do którego oczywiście uczęszczam z przymusu... Był to mój pierwszy 'koncert' z chórem więc miałam tremę. Do tego nie zjadłam śniadania bo zaspałam xd. No to okej. Jest rozśpiewka, wszystko okej, przebieramy się i wychodzimy na ołtarz. Stoimy tam przez kilka minut i czekamy xD. I nareszcie zaczyna się msza, no to śpiewamy pierwszą piosenkę (mieliśmy trzy). Skończyliśmy śpiewać i ku*a. Ksiądz, czy tam ktoś, nie słuchałam, zaczyna gadać. I tak gada i gada i gada i gada i gada i gada i gada i gada... aż nagle! Dalej gada i gada i gada i gada... No! Po chwili dalej gada (xD), ale mi się zaczyna robić słabo. Już tak kiedyś miałam na święceniu palm i po prostu wybiegłam z kościoła, a tu: z lewej LUDZIE Z CHÓRU!, z prawej PIERWSZE SKRZYPCE I ŁAWKI Z LUDŹMI! (do tego daleko do wyjścia xd), z przodu FLECISTKA I ATOWIOLIŚCI! No i kurde co w takiej sytuacji zrobić?! :< A ja wam powiem co zrobić. Najprostszą, najłatwiejszą i najmniej wymagającą zachodu (ta! Pfffff xd) rzeczą jest...
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
... ZEMDLENIE! Tak! Zesłał sobie, a co tam ;_; Musiało to naprawdę komicznie wyglądać XP. Weronika mówiła, że wyglądałam jak Samara! Walnęłam we flecistkę, a altowiolista mnie złapał. Więcej się nie rozpiszę, bo to jest załamujące ._.
Druga rzecz, w której brała udział podłoga wydarzyła się...w ten wtorek? Tak, w ten wtorek. A dokładnie przed lekcją kształcenia słuchu.
Zostawiłyśmy plecaki pod salą i chciałyśmy gdzieś pójść, już nie pamiętam gdzie. No to idziemy. Dwie zgrabne, piękne i inteligentne kobiety przemierzają korytarze tej chlubnej szkoły. Panna A i panna J dumnie kroczą w stronę szatni. Już są blisko, dochodzą do schodów, proszę państwa są już na pierwszym stopniu w dół i nagleee. .. BUM! Poślizgnęłam się na schodku, runęłam w dół i walnęłam głową w ławkę xd. Julka już od razu: Boże, Anka, nic ci nie jest? Pragnę nadpisać, że się śmiała, ale ona zawsze się śmieje w takich sytuacjach XD. JA obrazu wstaję, ciągne ją za rękę w stronę wyjścia i mówię przez zaciśnięte zęby: nic mi nie jest, nie, chodźmy stąd, mnie tu nie było, ja nic nie zrobiłam i nic się nie stało!
XD. Do teraz boli mnie jeszcze trochę łeb xd.
Ach, czyli podsumowując, zyskałam nowego przyjaciela - podłogę! :)
PS. O moim zemdleniu wie cała szkoła i w tydzień temu w środę, czyli wtedy kiedy wróciłam do szkoły, każdy nauczyciel mi to wspominał ;_;
Okej, a więc to będzie na tyle w tym odcinku, cieszcie się, że mi powróciła wena i niedługo spodziewajcie się dwóch postów:
- BARDZO SPÓŹNIONY post o koncercie Eda w Polsce
- Ulubieńcy MARCA (pierwszy post w takim stylu i myślę, że będzie ich więcej, ale pewnie nie na każdy miesiąc :))






