niedziela, 28 czerwca 2015

Drama na początek wakacji

Moja koleżanka złamała nogę. Spadła z trampoliny. Pozdro dla niej XD

Taki powinien być ostatni tydzień szkoły!

Witam wszystkich bardzo serdecznie. Tutaj wasza niezastąpiona, wchodząca raz na ruski rok na tego bloga _Karry_! Yay, wróciłam do pełnego nicku xd. Dzisiaj naszła mnie wena na pisanie posta. Miałam napisać trzy mniejsze, ale chyba nie będę się rozdrabniać i włożę wszystko do jednego, wielkiego posta! A więc zaczynajmy!

Pierwsza rzecz: byłam w szpitalu. Taa... super. Pojechałam tam od razu po wycieczce. Przyczyna? Pokrzywka. Jak to określiła pewna skromna osóbka z mojej klasy: wyglądałam jak Dalmatyńczyk :P. Zostałam w nim jakiś tydzień. Pierwszego dnia odwiedziły mnie moje współlokatorki i przyniosły mi TYTĘ pełną słodyczy :3. Do dziś ich wszystkich nie zjadłam XD. Ale nie będę się rozdrabniać na temat szpitala. Wróciłam we wtorek po południu do bursy, spakowałam z połowę rzeczy, które pojechały sobie do domciu, a ja w bursie zostałam. Spoczi.

Następnego dnia: szkoła. Nie mieliśmy już lekcji, więc przychodził kto chciał, głownie po to, żeby się spotkać. A więc dziewczyny wywaliły mnie do budy, bo tak rozpaczałam, że ostatni tydzień szkoły i w ogóle, a same zostały w bursie. No to sobie poszłam. Tak jak się spodziewałam było od groma osób: Ja i cztery dziewczyny. Nie było lekcji, więc chodziliśmy po klasach, graliśmy na pianinie i śpiewaliśmy własne piosenki :P. Po szkole wróciłam do bursy i zeszłyśmy razem z dziewczynami na obiad. Ok, po obiedzie idziemy do pokoju. Siedzimy, siedzimy i nagle J mówi, żebyśmy poszły podbić obiegówkę. Ok, no to idziemy. Potem zabrała mnie do Plazy, bo chciała mi coś pokazać w Empiku. Miałyśmy czas do 16, bo potem dziewczyny miały próbę przed zakończeniem roku w bursie (też bym śpiewała, gdyby nie moja pier*&%$na choroba -.-). No to patrzymy sobie książki, szukamy czy wyszli już Niezłomni, a potem lecimy do Mang. Tak, ostatnio polubiłam to czarno białe pisemka pisane od tyły. Siedzimy tam z 15 minut, aż tu nagle zauważam, że jest już 15:50, pasowałoby wracać do bursy, bo się spóźnią na próbę. Julie przeciąga, mowi, że Marti ma do niej zadzwonić. No to ok, zgadzam się. Ale nadal się denerwuję, że nie zdążą! W końcu Julka nie wytrzymała i zgodziła się, żebyśmy już wracali. No to wracamy do bursy, wchodzę do pokoju, a tam.... STO LAT! STO LAT! NIECH, ŻYJE ŻYJE NAM! STO LAT! STO LAT! NIECH ŻYJE ŻYJE NAM! JESZCZE RAZ! JESZCZE RAZ! NIECH ŻYJE ŻYJE NAM! NIEEEECH ŻYYYJEE NAAAAAM! Droga wyłożona fluorescencyjnymi patyczkami, a na końcu dziewczyny z tortem. Niespodzianka jak się patrzy. Zwłaszcza, że ja mam urodziny w sierpniu i trochę nie było kiedy ich zrobić :P. Ale przejdźmy dalej. Zdmuchnęłam świeczki i teraz pora na prezent. Nawet spore, zielone pudełko, a w nim multum prezentów owiniętych w różowy papier ze świnkami :3. Więcej słodyczy nie mogły nakupić. Ale najważniejszy był największy prezent... Zabawkowy saksofon! Ostatnio mam straszną fazę na ten instrument. Ale to nie wszystko! Chcę wyjść na chwilę do łazienki, wychodzę z dziewczynami i nagle wpychają mnie znowu do pokoju. Ja takie: Boże, o co chodzi? Siedzę na tym łóżku, obok mnie leży zabawkowy saksofon i naglee....... do pokoju wchodzi mój LOVER z kolegą, który tak jak on gra na saksofonie i zaczyna śpiewać STO LAT! Po prostu... srałam mentalnie. Pan od wokalu (pozdro dla kumatych ;P) otworzył szampana (Piccolo Joł!) rozlewając go na pół pokoju. Potem dostałam od niego skakanką po dupie. Miało być 14 razy, ale w końcu wyszło, że tylko raz. Cytuję: "Dobra, będzie trzy, tylko mocno. (...) Ale nie obrazisz się na mnie? SRU!". ^.^ Ja chcę jeszcze raz ^.^ Siedział u nas jeszcze jakieś 2 godziny, grał na moim saksofonie, a ja na jego kolegi (pfff próbowałam wydobyć dźwięk), a potem pani wygoniła go i dziewczyny na próbę (i tak poszłam z nimi :3).

Po trzecie: zakończenie roku w bursie. Dziewczyny śpiewały "Piechotą do lata" zespołu Bajm, taki chłopak "Nie dokazuj, miła nie dokazuj", jakaś dziewczyna dziwną francuską piosenkę, jakaś druga jakąś angielską, taka Ania jezzowo "Czerwony motyl" i "Wszystko co mam" i na koniec mój LOVER :3. Śpiewał "Linoskoczka" i "Cykady na cykladach", drugą piosenkę z zespołem. AGHSFGHAGHHGHSHGSH.....!!!! od... stycznia? chciałam usłyszeć tą piosenkę w jego wykonaniu na żywo *u*. On ma taki POWER! Potem na spontana wszyscy wykonawcy weszli na scenę i zaśpiewali "Wehikuł czasu" Dżemu. W między czasie jeszcze chyba z trzy razy było śpiewane STO LAT xd. Dzisiaj to taki dzień urodzinowy.

Czwarta rzecz: Kraśnik Blues Meeting. To wydarzenie miało miejsce wczoraj (27 czerwca), czyli już po zakończeniu roku. To jest taki Festiwal muzyki Bluesowej organizowany w Kraśniku już od kilkunastu lat, ale dopiero rok temu powrócił do łask. A więc grają tam różne zespoły i rozstawione są różne budki z lodami, goframi, watą cukrową, popcornem itp. oraz jakieś atrakcje dla dzieci. W tym roku rozłożyli strzelnicę :3. A że Ania lubi sobie postrzelać to poszła. Z karabinu (wiatrówki, nie wiem co to tam było) - 5zł, z broni krótkiej - 10 zł. A że ja biedna to wzięłam karabin. Strzelam (było 26 strzałów), a tu takie: 10, 10, 10, 10, 9, 10, 10, 10, 8, 9, 10, 10... koniec. Patrrze na wynik: 255 punktów. Yay! Odwracam się do pana, a on takie: "Dziewczyno, gdzie ty się nauczyłaś strzelać? Jak mam być szczery... To po mnie jesteś najlepsza. A, że robimy takie coś, że jak ktoś strzeli powyżej 250 punktów to ma za darmo strzelanie z broni krótkiej. Mało kto to robi, więc możemy sobie na to pozwolić. Jesteś pierwsza." No i zawaliście! Nie muszę wydawać 10 złotych, żeby sobie postrzelać z pistoletu :D. Tu szło mi już trochę gorzej, bo za bardzo przyjęłam uwagi pana, ale też sporo trafiłam.
Potem czekałam na występ zospołu Pawkin, w którym gra mój wujek. #PerkusjaTakBardzo #NigdyNieWidaćNaNagraniach




Ok, to będzie na tyle z tego tygodnia. Życzę wam miłych i bezpiecznych wakacji. Znalezienia miłości ^^.
Ja zmykam, widzimy się w następnym poście. Narka :*

wtorek, 14 kwietnia 2015

Horror - oczekiwania vs rzeczywistość

Właśnie skończyłyśmy oglądać horror... :'(  czemu jestem smutna? Przecież jakie powinny być wrażenia ludzi po horrorach? "Aaa! Ale się sram! Nie zasnę! !" Taa. .. a co ze mną? Płaczę! Rozpłakałam się na "Mamie". W sumie, ten 'horror' nie był wcale straszny... Jak dla mnie, oczywiście :D Według mnie to było raczej śmieszne i ma końcu smutne :c. Dziewczyny się ze mnie śmiały XD.
Tak się teraz pochwalę... To był mój trzeci horror w życiu ^_^ Takie szaleństwo :3 Te dwa poprzednie to "Rogi" i "Obecność". Zważając na to, że żaden z trzech horrorów, które obejrzałam nie był straszny to... tak jakby... nie obejrzałam jednak żadnego XD.
A teraz się z wami żegnam, to był taki krótki post ;) Po prostu musiałam się z wami podzielić moim smutkiem :').

niedziela, 5 kwietnia 2015

Podłoga mnie wielbi :')

Witaaajcie ziemniaczki, z tej strony Karry, a to jest kolejny odcinek z serii "Robimy z siebie debila w realu i internetach"! Tematem dzisiejszego odcinka będzie... nie co innego jak: GLEBY! Przejdźmy więc do sedna...
Pewnego słonecznego dnia (był sobie małe jajko xd) w jednym z pięknych Lublińskich Kościołów odbywała się msza z udziałem chóru II Stopnia Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej im. Karola Lipińskiego, do którego oczywiście uczęszczam z przymusu... Był to mój pierwszy 'koncert' z chórem więc miałam tremę. Do tego nie zjadłam śniadania bo zaspałam xd. No to okej. Jest rozśpiewka,  wszystko okej, przebieramy się i wychodzimy na ołtarz. Stoimy tam przez kilka minut i czekamy xD. I nareszcie zaczyna się msza, no to śpiewamy pierwszą piosenkę (mieliśmy trzy). Skończyliśmy śpiewać i ku*a. Ksiądz, czy tam ktoś,  nie słuchałam,  zaczyna gadać. I tak gada i gada i gada i gada i gada i gada i gada i gada... aż nagle! Dalej gada i gada i gada i gada...  No! Po chwili dalej gada (xD), ale mi się zaczyna robić słabo. Już tak kiedyś miałam na święceniu palm i po prostu wybiegłam z kościoła, a tu: z lewej LUDZIE Z CHÓRU!, z prawej PIERWSZE SKRZYPCE I ŁAWKI Z LUDŹMI! (do tego daleko do wyjścia xd), z przodu FLECISTKA I ATOWIOLIŚCI! No i kurde co w takiej sytuacji zrobić?! :< A ja wam powiem co zrobić. Najprostszą, najłatwiejszą i najmniej wymagającą zachodu (ta! Pfffff xd) rzeczą jest...
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
... ZEMDLENIE! Tak! Zesłał sobie, a co tam ;_; Musiało to naprawdę komicznie wyglądać XP. Weronika mówiła, że wyglądałam jak Samara!  Walnęłam we flecistkę,  a altowiolista mnie złapał. Więcej się nie rozpiszę,  bo to jest załamujące ._.

Druga rzecz, w której brała udział podłoga wydarzyła się...w ten wtorek? Tak, w ten wtorek. A dokładnie przed lekcją kształcenia słuchu.
Zostawiłyśmy plecaki pod salą i chciałyśmy gdzieś pójść,  już nie pamiętam gdzie. No to idziemy. Dwie zgrabne, piękne i inteligentne kobiety przemierzają korytarze tej chlubnej szkoły. Panna A i panna J dumnie kroczą w stronę szatni. Już są blisko, dochodzą do schodów, proszę państwa są już na pierwszym stopniu w dół i nagleee. .. BUM! Poślizgnęłam się na schodku,  runęłam w dół i walnęłam głową w ławkę xd. Julka już od razu: Boże, Anka, nic ci nie jest? Pragnę nadpisać, że się śmiała, ale ona zawsze się śmieje w takich sytuacjach XD. JA obrazu wstaję,  ciągne ją za rękę w stronę wyjścia i mówię przez zaciśnięte zęby: nic mi nie jest, nie, chodźmy stąd, mnie tu nie było, ja nic nie zrobiłam i nic się nie stało! 
XD. Do teraz boli mnie jeszcze trochę łeb xd.

Ach, czyli podsumowując, zyskałam nowego przyjaciela - podłogę!  :)
PS. O moim zemdleniu wie cała szkoła i w tydzień temu w środę, czyli wtedy kiedy wróciłam do szkoły, każdy nauczyciel mi to wspominał ;_;

Okej, a więc to będzie na tyle w tym odcinku, cieszcie się, że mi powróciła wena i niedługo spodziewajcie się dwóch postów:

  • BARDZO SPÓŹNIONY post o koncercie Eda w Polsce
  • Ulubieńcy MARCA (pierwszy post w takim stylu i myślę, że będzie ich więcej, ale pewnie nie na każdy miesiąc :))
Ok,  a więc ja się z wami żegnam, do napisania i PJONA!

"No metter what, never stop singing..."

Wiiiiiitam :D Pzepraszam za mój entuzjazm, ale jeszcze nie wytrzeźwiałam po koncercie *.* Nadal nie mogę uwierzyć, że tam byłam!!! Ed Sheeran... Warszawa... Hala Torwar... Po prostu AWESOME <3
Okay, okay... już się ogarniam...
A więc, tak jak udało wam się zauważyć wcześniej, byłam na koncercie Ed'a Sheerana :3. Wspominałam już o tym w innym poście, więc nie dało się nie zauważyć :P.
Wrażenia niesamowite, nie da się ich opisać słowami! Wspomnienia z tego wydarzenia pozostaną w mojej głowie na długo :D. Szczególnie fajne i miłe było to, że byliśmy naprawdę zgrani: jak Ed prosił o ciszę na "One" i jakieś laski zaczęły piszczeć, to cały tłum zrobił "Ciii" :). Do tego to wzruszenie Rudzielca na akcji z Grammy... po prostu nie do opisania :') Do tego świadomość, że widziało się go na żywo! !! Aaaaaaaaa! ! ^.^
Okay, ja się już nie rozpisuję i przesyłam wam filmiki i zdjęcia z koncertu :)


Wesołego Alleluja! ;*

Kochani! Życzę wam wszystkim:

  • Świąt spędzonych w gronie najbliższych
  • Zjedzenia tylu jajek, że wam brzuchy pękną
  • Słodkiego cukrowego baranka i czekoladowego króliczka 
  • Żółtego jak PROMIENIE SŁOŃCA kurczaczka
  • Pysznej babcinej babki
  • Świątecznej (i nie tylko) miłości
  • Mokrego dyngusa, czyli jak to mówi Karry 'ładnej ŚRODY' CD
  • Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz pieniędzy
  • i czego tam jeszcze chcecie :)
Ale ta wasza Karry ma ogar... nie ma to jak składać życzenia na koniec dnia XD. Ale chyba mi to wybaczycie, co? ;x Mam już w przygotowaniu następnego posta, więc powinien się on niedługo pojawić ; 3 A teraz się z wami żegnam (23:23 - Z - myślimy życzenie!) i widzimy się w następnym poście ;)
Baj! Xp

środa, 4 lutego 2015

"Naruto Uzumaki wkracza na scenę!"

 Witajcie :D (Boże, ale ja zaniedbuję tego bloga, nie powinnam się tak entuzjazmować... i tak go nikt nie czyta, więc moje wypociny nic nie dają... ehhh... dobra, nie będę się teraz zadręczać! Raz mam wenę na pisanie, nie zaprzepaszczę tego!) <------ emmm... co to było? o.O Dobra, nie ważne....
 A więc tak jak pisałam na początku, WITAJCIE po dłuższej nieobecności ;) Nie będę się usprawiedliwiać, dlaczego to mnie nie było, bo znacie powód. Po prostu dopadł mnie LEŃ (i też brak czasu, ale to w o wiele mniejszym stopniu). A jak już się tutaj znalazłam, to czemu by nie napisać o jednej bardzo fascynującej rzeczy? (tak, tak wiem... ten temat jest TAAAAKI fascynujący -.-)
Pewna bardzo NIENORMALNA osóbka, a dokładniej jedna z moich współlokatorek (i dedykuję jej tego posta ;*) zaraziła mnie pewnym Anime... Pamiętam jak niecały miesiąc temu razem z panną M się z niej śmiałam (no, może nie tyle co z niej, a z logiki tego anime). Nadal uważam, że to anime (a dobra, co się będę! I tak można się tego domyślić z tytułu posta!) Naruto jest czasami prosto mówiąc PORĄBANE, ale za to je kocham :3 Po prostu ten idiotyzm głównego bohatera jest kluczem do sukcesu XD. Chyba w każdym Anime, główny bohater jest za przeproszeniem debilem, np.
 -Pokemon - Ash Ketchum, idiota idiotów. Tylko on potrafi krzyczeć (witać się, o przepraszam) stojąc w drzwiach samolotu i nagle się poślizgnąć i zlecieć ze schodów na twarz xd
-Dragon Ball - SonGoku, Debil, po prostu Debil (MultiWays B-) ).
 Ale wracając do Naruciaka. Jego historia jest po prostu rodem z Harry'ego Potter'a. Kilka faktów, które pomogą wam to tak jakby zrozumieć :P:
1. Rodzice Naruto, tak jak Harry'ego zostali zamordowani, próbując czegoś chronić
2. Naruto ma w sobie zapieczętowanego Dziewięcio-ogoniastego Demona-Kyuubi'ego, a Harry - Lorda Voldemorta.
3. Oboje byli wyśmiewani przez rówieśników, aż do czasu, gdy:
    a) Naruto "zdał" egzamin nas Ninja'e
    b) Harry został przyjęty do szkoły dla czarodziejów
4. itd, itd...
A więc, wydaję mi się, że na dzisiaj wystarczy, jutro trzeba wcześniej wstać. Niby są ferie, ale... CHWILA.... czy ja... nie napisałam... że... mam... FERIE?!
Ale ze mnie gapa! No, to teraz piszę. MAM FERIE xP.
Nie można ich zmarnować c'nie? Trzeba się pospotykać z przyjaciółmi, póki jest czas, bo potem do Lublina! To co, że nie ma śniegu... i tak jest zimno...
Dobra, nie przedłużając ja się z wami żegnam. Miłych Ferii dla województwa: lubelskiego (^^), łódzkiego, podkarpackiego, pomorskiego i śląskiego! A dla reszty województw miłej szkoły ;)
Bye, bye ;*